Historia, która jeszcze kilka lat temu brzmiałaby jak scenariusz filmu science fiction, dziś staje się realnym przykładem tego, jak bardzo zmienia się świat medycyny i technologii. W centrum tej opowieści znajduje się zwykły człowiek, jego pies i determinacja, która doprowadziła do czegoś, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe. W 2019 roku Paul, elektryk i specjalista IT z wieloletnim doświadczeniem w analizie danych, adoptował ze schroniska suczkę porzuconą wcześniej w australijskim buszu. Nazwał ją Rosie. Przez kilka lat wszystko układało się dobrze, aż do momentu, gdy w 2024 roku weterynarze zdiagnozowali u niej złośliwy nowotwór – mastocytomę, czyli raka komórek tucznych. To choroba, która u psów potrafi rozwijać się agresywnie i często daje niepewne rokowania. Mimo operacji i kosztownej chemioterapii nie udało się zatrzymać choroby. Leczenie jedynie spowalniało jej postęp. Guz na łapie Rosie urósł do rozmiaru piłki tenisowej, a prognozy były jednoznaczne - pies miał przed sobą najwyżej kilka miesięcy życia. W tym momencie większość właścicieli skupiłaby się na zapewnieniu zwierzęciu komfortu i przygotowaniu się na najgorsze. Paul zareagował inaczej. Zamiast się poddać, zaczął szukać informacji i analizować dostępne dane. Nie miał wykształcenia medycznego ani biologicznego, ale miał doświadczenie w pracy z danymi i uczeniu maszynowym. To właśnie te umiejętności, w połączeniu z narzędziami sztucznej inteligencji, okazały się kluczowe. Korzystając z ChatGPT oraz ogólnodostępnych źródeł naukowych, zaczął zgłębiać temat nowotworu swojego psa i możliwych metod leczenia. W trakcie poszukiwań trafił na możliwość sekwencjonowania DNA, które pozwala dokładnie przeanalizować mutacje odpowiedzialne za rozwój choroby. Skontaktował się z laboratorium genomiki przy jednym z australijskich uniwersytetów i zaproponował, że sam zajmie się analizą danych, jeśli tylko otrzyma surowe wyniki. Po opłaceniu usługi, która kosztowała około 3000 dolarów, otrzymał ogromny zbiór danych genetycznych swojego psa. Następnie wykorzystał narzędzie oparte na sztucznej inteligencji, AlphaFold, aby przeanalizować mutacje i spróbować dopasować do nich potencjalne metody leczenia. Oczywistym faktem jest, że nie był to prosty proces ani jedno zapytanie wpisane w wyszukiwarkę - wymagał wielu iteracji, analiz i interpretacji wyników. Według relacji osób zaangażowanych w projekt, nawet naukowcy byli zaskoczeni, że osoba bez formalnego wykształcenia medycznego była w stanie dojść do tak zaawansowanych wniosków. Kolejnym krokiem było opracowanie terapii. Współpracujący z nim profesor zaproponował wykorzystanie technologii mRNA, która w ostatnich latach stała się szerzej znana, ale w medycynie rozwijana jest od dawna, również w kontekście leczenia nowotworów. Na podstawie zidentyfikowanych mutacji przygotowano spersonalizowaną szczepionkę, której celem (jak to szczepionki) było „nauczenie” układu odpornościowego psa rozpoznawania i zwalczania komórek rakowych. Efekty pojawiły się szybciej, niż można było się spodziewać. Guz zmniejszył się o około połowę, a stan Rosie wyraźnie się poprawił. Po kilku tygodniach pies wrócił do normalnej aktywności i znów biegał oraz funkcjonował tak, jak przed chorobą. Choć nie można mówić jeszcze o całkowitym wyleczeniu, w kontekście wcześniejszych prognoz była to ogromna zmiana. Oczywiście ta historia nie oznacza, że każdy może dziś samodzielnie leczyć raka przy pomocy sztucznej inteligencji. I tutaj warto podkreślić, że cały proces odbywał się przy współpracy z naukowcami i z wykorzystaniem profesjonalnych narzędzi oraz laboratoriów. Nie jest to rozwiązanie łatwe do powtórzenia w warunkach garażowych. Pokazuje jednak coś bardzo istotnego. Dostęp do wiedzy i zaawansowanych technologii nigdy wcześniej nie był tak szeroki. Narzędzia, które jeszcze kilka lat temu były zarezerwowane dla dużych zespołów badawczych, dziś w pewnym zakresie są dostępne dla pojedynczych osób. Sztuczna inteligencja oczywiście nie zastępuje ekspertów, ale jak widać może znacząco wspierać proces analizy i podejmowania decyzji. Najważniejsze w tej historii jest jednak coś innego. Dla Paula nie był to projekt technologiczny ani eksperyment. To była próba uratowania życia swojego psa
Naukowcy odkryli, że psy posiadają zdolność termicepcji, co oznacza, że potrafią wykrywać promieniowanie cieplne bez dotykania obiektu. To czyni je jednymi z nielicznych ssaków na świecie (obok nietoperzy wampirów), które mają taką umiejętność. Specjalne receptory na czubku nosa (tzw. rhinarium) reagują na najmniejsze zmiany temperatury w otoczeniu. Dzięki temu pies potrafi „wyczuć” obecność małego ssaka, np. królika czy myszy, z odległości kilkunastu metrów, nawet jeśli obiekt jest całkowicie bezgłośny i ukryty 🤯. To właśnie dlatego nos Twojego pupila jest zazwyczaj zimny. Musi on mieć temperaturę niższą od otoczenia Badania wykazały, że ta zdolność jest tak silna, że psy potrafią zlokalizować obiekt emitujący ciepło nawet w całkowitej ciemności, polegając wyłącznie na sygnałach docierających do ich nosa.
W Nowej Zelandii grupa trenerów nauczyła psy ze schroniska prowadzić samochód. Akcja na celu miała zachęcenie ludzi do adopcji psów poprzez pokazanie ich niesamowitego potencjału. W specjalnie zmodyfikowanych samochodach z przyciskami na desce rozdzielczej i przedłużonymi pedałami trzy psiaki - Monty, Ginny i Porter przez 8 tygodni szkoliły się w prowadzeniu pojazdu 😁. Najpierw ćwiczyły na „sucho” w drewnianych makietach, a potem przesiadły się do prawdziwego auta. Po zakończeniu treningu te psy potrafiły wrzucać bieg, operować pedałem gazu i hamulca oraz kręcić kierownicą, aby utrzymać się na torze 🤯. Cała akcja zakończyła się pokazem na żywo w telewizji, gdzie Porter samodzielnie przejechał wyznaczony odcinek, film z tego wydarzenia można obejrzeć na YouTube.