Podczas spacerów coraz częściej widzę podobną sytuację. Najpierw pojawia się pies, chodzi sam, podchodzi do ludzi i innych psów, a dopiero po chwili w oddali widać właściciela.
Ostatnio zwrócił moją uwagę duży jasny pies, który szedł dobre kilkadziesiąt metrów przed opiekunem. Pies zajęty sobą, właściciel spokojnie idzie z tyłu jakby wszystko było pod kontrolą.
Może pies jest łagodny i dobrze wychowany, ale inni tego nie wiedzą. Są psy, które nie lubią takich niespodziewanych kontaktów, są też osoby które zwyczajnie nie chcą, żeby obcy pies do nich podchodził.
Spacer z psem to jednak odpowiedzialność. Jeśli zwierzę jest daleko przed właścicielem, trudno mówić o realnej kontroli nad tym, co robi.
Może warto o tym pamiętać następnym razem.
pies nie może chodzić bez smyczy. za to jest MANDAT
Często problem polega na tym, że część właścicieli z góry zakłada, że skoro ich pies jest „spokojny”, to nic złego się nie stanie. A kiedy dochodzi do jakiejś nieprzyjemnej sytuacji, bardzo szybko pojawia się tłumaczenie, że drugi pies albo człowiek musiał go sprowokować. W praktyce wygląda to tak, że odpowiedzialność zawsze spada na kogoś innego, a nie na osobę, która powinna mieć psa pod kontrolą
Ciężki temat - rozumiem obie strony
dziś taki pies pogryzł babke czestachowie.... a wsytarczyl kawalek sznurka