Hej, mam trochę wyrzuty sumienia po dzisiejszym spacerze i nie wiem czy dobrze zrobiłam.
Byłam dziś jak co rano na spacerze z moimi psami. W pewnym momencie zobaczyłam dużego psa biegnącego w naszą stronę (owczarek niemiecki). Był bez smyczy i biegł prosto na nas kiedy tylko zobaczył moje psy. Z daleka wyglądał na nabuzowanego, nie jak pies który chce się tylko przywitać.
Moje psy od razu się zestresowały, zaczęły się cofać i patrzeć w jego stronę. Ja też się przestraszyłam, bo był naprawdę spory i biegł dość "agresywnie" w naszą stronę.
Za nim zaczęła krzyczeć jakaś kobieta (oczywiście była to jego właścicielka) i wołała tego psa bardzo nerwowo. Brzmiało to trochę tak, jakby sama wiedziała, że zaraz może być problem... To mnie tylko bardziej zestresowało.
Pies był już bardzo blisko nas, moje psy zaczęły panikować, a ja w tym momencie też po prostu spanikowałam i psiknęłam w niego gazem pieprzowym.
Pies się oczywiście zatrzymał, zaczął popisywać i trzeć łapą o pysk. Po chwili dobiegła właścicielka, strasznie oburzona... zaczęła mówić że jej pies jest łagodny i że nie miał prawa nic zrobić... Wywiązała się lekka kłótnia, ale skończyło się tylko tym, że każdy się rozszedł w swoją stronę.
Ja szczerze mówiąc dalej nie wiem co o tym myśleć. Pierwszy raz w życiu coś takiego mi się zdarzyło i nigdy nie sądziłam, że będę w takiej sytuacji. Po prostu bałam się o siebie i swoje psy.
Czy przesadziłam? Czy ktoś miał podobną sytuację? 😕
Wina babki co była z psem bez smyczy, kto takiego psa puszcza luzem jak nie potrafi go przywołać