Cieszę się, że psy nie potrafią googlować bo mój pies ma jakieś skłonności hipochondryczne (jeśli takie słowo istnieje)... W pamięć utknęła mi sytuacja sprzed kilku miesięcy - Arczi bawił się taką gumową piłką, nagle słyszę, że zaczął piszczeć. Podchodzę do niego, a on z jedną łapką w górze stoi nad tą piłką. Wyglądało to co najmniej jakby wykręcił sobie łapkę podczas zabawy i coś go bolało. Oczywiście ja panika biorę go na ręce dotykam łapki żeby zobaczyć czy jak ruszam to go nie boli i.... nic, kompletnie. Myślę sobie dobra, jakoś przekręcił łapkę i go chwilę pobolała, już jest okej... Odstawiam go z powrotem, mijaj 10 sekund, a ten puchacz znowu łapka do góry i kuleje. Wtedy już się poważnie wystraszyłam, nawet umówiłam wizytę u weta. Tylko coś nie dawało mi spokoju no bo co mogło by się takiego stać przy zabawie gumową piłeczką. Sprawdzam raz jeszcze... CO SIE OKAZAŁO... miedzy paluszkami miał mikroskopijny liść, dosłownie był on wielkości pestki arbuza... Zdjęłam liść, Arczi ożył jaby nigdy nic. Takich sytuacji ogólnie było już 5. Dodam tylko, że kiedy naprawdę uderzy się podczas biegania czy cokolwiek innego to kompletnie się tym nie przejmuje.